Spróbujmy wejść w nastrój zbliżających się świąt Bożego Narodzenia czytając pełne refleksji wiersze  Adama Zagajewskiego

Gwiazda

Wróciłem po latach do ciebie,

szare i piękne miasto,

miasto, które się nie zmieniasz,

zanurzone w wodach przeszłości.

Już nie jestem studentem

filozofii, poezji i ciekawości,

ani młodym poetą, który napisał

zbyt wiele wierszy

i błądził w labiryncie

wąskich ulic i złudzeń.

Mojego czoła dotknęła ręka

władcy zegarów i cieni,

ale wciąż mnie prowadzi

gwiazda jasność

i tylko jasność może mnie

zgubić albo ocalić.

Adam Zagajewski, Powrót, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 42

Kościół Bożego Ciała

Jesteśmy na skraju żydowskiej dzielnicy,

stamtąd szły w górę uważnie modlitwy

w innym języku, w języku Dawida,

który jest jak orzech i jak winne grono.

Ten kościół nie jest piękny,

lecz nie brakuje mu powagi;

agregat pionowych linii

i kurzu drżącego w słonecznym promieniu,

świątynia małych objawień

i usilnego milczenia,

terytorium tęsknoty

ze tymi, co odeszli.

Nie wiem, czy zostanę przyjęty,

czy moja niedoskonała modlitwa

wejdzie w drżące czarne powietrze,

czy moje niekończące się poszukiwanie

zatrzyma się w tym kościele,

nieruchomym i sytym jak pszczeli ul.

Adam Zagajewski, Powrót, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 35

On działa

On działa, w blasku i w ciemności,

w huku wodospadów i w ciszy snu,

lecz inaczej, niż głoszą wasi

pasterze, pozostający pod dobrą

opieką. szuka najdłuższej linii,

drogi, która jest tak okrężna, że

prawie niewidoczna. Gubi się

w cierpieniu. Tylko ślepcy, tylko

sowy czują czasem jej nikły ślad

pod powieką.

Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 79

Blake

Widzę Wiliama Blake’a, który każdego dnia

znajdował anioły w koronach drzew

i spotykał Boga Ojca na schodach

skromnego domu i światłości w brudnym zaułku-

Blake’a, który umierał

śpiewając radośnie

w zatłoczonym Londynie, mieście

prostytutek, admirałów i cudów,

Wiliama Blake’a rytownika, który ciężko pracował

i żył w biedzie ale nie w rozpaczy,

i wciąż otrzymywał znaki gorejące

od oceanu i od dwiaździstego nieba,

i nie tracił nadziei ponieważ nadzieja

rodziła się wciąż od nowa jak oddech;

widzę tych co jak on szli przez szarzejące ulice

w stronę różowej orchidei świtu.

Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków

2017, s. 79

Ostatni dzień roku

Purpurowe słońce wschodzi

między czarne pnie drzew

i dotyka ich poufale.

Gdzieś daleko szczeka pies,

jeszcze dalej rodzi się gwiazda

o nieznanym imieniu.

Świat wydaje się gościnny

i obcy zarazem, ciasny

i nieskończony,

obojętny na przepowiednie.

Cicho suną sanie,

obracają się koła rowerów.

31.12.1983

Adam Zagajewski, Dzikie czereśnie, Wydawnictwo Znak, Kraków 1992, s. 121