Miasta urodzenia i wspomnienia


W pobliżu jest ulica wzbroniona moim krokom.
Jorge Luis Borges1


Kilka lat temu spotkałem Adama Zagajewskiego w Berlinie po wschodniej stronie
zrujnowanego muru tymczasowych rozstań i ciągłych wątpliwości. Kiedy wymó-
wiłem po macedońsku nazwę jego rodzinnego miasta jako „Lavov”, powiedział,
że w tym momencie stał się bogatszy o jeszcze jedną nazwę miejsca urodzenia.
Często zadaję sobie pytanie: ile trzeba mieć miejsc urodzenia, aby móc uciec od
własnej śmierci lub pamięci o miastach, w których się kogoś straciło? Wielu mo-
ich przyjaciół błędnie wymawia nazwę mojego miasta jako Strumisa lub Strumika, dając mi tym samym nowe miejsce narodzin osadzone wyłącznie na architektu-
rze języka i naszej świadomości. A kiedy to inne miejsce jest naturalne, kiedy nie
znajduje się w domach z przeszłości, wtedy jest niewymierne (Gaston Bachelard).
Ale czy ktokolwiek jest w stanie skonstruować miasto bez domów wspomnień
i bez zabytków, które istnieją tylko ze względu na mapy turystyczne i zbiorowe
historyczne straty? Jeśli spojrzymy na zdjęcia z naszych podróży, zobaczymy, że
zawsze stoimy obok zabytku lub placu o historycznym znaczeniu. Najrzadsze
w naszych albumach są zdjęcia własnych domów i przestrzeni, w których rozwi-
jają się miasta naszych przodków i spadkobierców – powoli, jak lokalne cmenta-
rze, które z czasem podbijają pobliskie wzgórze. „Świat jest wielki, ale w nas sta-
je się głęboki jak dno morza”2 , pisał Rilke. Podróżujemy przez przestrzeń, przez
nowe miasta, aby uciec od archeologicznych stanowisk naszej niestałości. Za-
mieszkujemy przestrzeń pomiędzy monumentem a momentem, między wędro-
waniem a wiecznością.

Miasta wspomnień budowane są na fundamentach naszych zrujnowanych
tęsknot i marzeń. Możemy się do nich przenosić bez łamania zakazów przemiesz-
czania się przechowywanych w archiwach dwóch krajów pozostających w stanie
wojny. Uciekając do tych niewidzialnych miast pewności, znalazłem schronienie
przed trwałą emigracją wewnętrzną, schludny pokój hotelowy dla gościa, który
nie rozumie języka kraju, do którego przybył. Ten emocjonalny nomadyzm może
stać się podstawą nowej architektonicznej harmonii nieograniczonych przestrze-
ni. Alain Bosquet przesunął współrzędne tego, co namacalne, mówiąc, że poeta
jest w mieście tylko po to, aby udowodnić, że samo miasto znajduje się gdzie in-
dziej. I tak, uciekając w kierunku czegoś, a nie od czegoś, otwierają się nowe mia-
sta, niczym drzwi supermarketu, obfitujące we wszystko oprócz przeterminowa-
nych nadziei.

Miasto jest naszą nową naturą, nowym lasem, który nie rodzi owoców, poli-
gonem naszego mitycznego dzieciństwa i mauzoleum wszystkich szczególnych
nadziei i ambicji. Nawet dzisiaj, gdybym wyrzucił zabawki, które wciąż trzymam
w kartonie po starym telewizorze, mógłbym zbudować miasto wraz ze wszystki-
mi elementami, które je ożywiają – małymi „policyjnymi” samochodami, sygna-
lizacją świetlną, stacją kolejową, domkiem z podwórkiem i psem przy drewnia-
nym płocie. Roland Barthes twierdzi, że zabawka zawsze coś oznacza i to coś jest
zawsze ściśle związane ze społeczeństwem i składa się albo z mitów, albo z reguł
współczesnego życia dorosłych. A miasto dorosłych jest przewidywalne i duże –
wystarczająco duże, aby wzbudzić w dzieciach potrzebę odbudowy i harmonii.
Dlatego nie jestem pewien, czy należę do miasta urodzenia, które jest wyra-
zem pewnej stałej geograficznej, czy też zmiennej kulturowej. Kiedy byłem dziec-
kiem, zgodnie z zasadą redukcji semiotycznej, rodzice nauczyli mnie najpierw wymawiać nazwę mojej ulicy i numer domu, abym na wypadek zagubienia się
w mieście umiał powiedzieć, gdzie mieszkam. W tamtym czasie nazwa moje-
go miasta nie miała żadnego znaczenia. Jednak podczas mojej pierwszej podró-
ży poza miasto włożyłem do walizki wszystkie lokalne legendy i opowieści, które
są głęboko związane z obecnością miasta w atlasach zbiorowej pamięci. Zaak-
ceptowałem wszystkie nieczytelne litery wyryte w kamieniach, wszystkie udane
i nieudane taktyki macedońskich cesarzy, wszystkie kontury bizantyjskich krzy-
ży i wszystkie podatki osmańskich najeźdźców…

Spotykałem Adama Zagajewskiego w miastach, w których się nie urodziliśmy
i w których nie umrzemy – w Berlinie, Nowym Jorku, Chicago, Bremie, Brukse-
li, Strudze, Warszawie… Takie miasta przeszłości i częstej przynależności nigdy
nie śpią. Nawet w najgęstszej ciemności – kiedy nie ma pełni księżyca, kiedy nie
ma odbicia śniegu – są otwarte dla nowych mieszkańców, którzy nigdy nie noszą
przy sobie klucza. Zawsze uważałem, że nowe miasta rodzą się tam, gdzie zaczy-
nają się latarnie uliczne. Mogłem sobie wyobrazić, że każda mierzalna przestrzeń
pogrąża się w ciemności, nawet mój pokój, ale nigdy miasto. Latarnie uliczne po-
zwalały mi zobaczyć, co było na ziemi, ale nigdy nie pozwalały mi dostrzec nie-
ba. Kiedy wszystkie światła gasną jednocześnie, jak świeczki na torcie urodzino-
wym, centrum i getto stają się jednym. Na końcu tego światła zaczynają się ulice
tęsknoty za nowymi ścieżkami. Drogi Adamie, mamy tak wiele miejsc narodzin;
chciałbym, żebyśmy mieli tyle samo miejsc umierania.

Konteksty Kultury, 2025, Tom 22 zeszyt 2, s. 396-402

cdn.

  1. Cytat pochodzi z wiersza Límites (zob. J.L. Borges, Límites [w:] tegoż, Obras completas(1923–1972), Buenos Aires 1974, s. 849).
  2. To cytat z dramatu Die weiße Fürstin (zob. R.M. Rilke, Die weiße Fürstin [w:] tegoż, Die Weise von Liebe und Tod des Cornets Christoph Rilke, Köln 2003 , s. 46). W oryginale brzmi onnastępująco: „Die Welt ist groß, doch in uns wird sie tief wie Meeresgrund”.
Nikola Madžirov z Adamem Zagajewskim