Krew i poezja nieprzynależności
„Pochodzisz z Bałkanów, a w twojej poezji nie ma krwi?” – pytają mnie często.
Krew płynie w mojej pamięci. Za każdym razem, gdy widzę samotne drzewo,
odziedziczone i przeżyte lęki przed wojną sprawiają, że myślę o zwłokach żołnie-
rza u jego korzeni. Nie mam złudzeń, że mówię coś nowego, ponieważ wszyst-
ko jest obecne, nawet jeśli nie zostało udokumentowane, jak minerały w nieod-
krytej jeszcze kopalni. Wierzę bardziej w ukryte zabawki niż w poufne tajemnice
wojen. Czasami aby pisać, trzeba pozostać w samotności, która nie budzi stra-
chu i wspomnień większych niż sama śmierć. Najpewniejszą receptą na zapamię-
tanie ostatniego snu jest niespoglądanie przez okno po przebudzeniu. Wierzę,
że potrzeba retellingu będzie istnieć tak długo, jak długo będzie istnieć tajemni-
ca odejścia i powrotu. Bardzo często czuję się bezpieczniej, gdy mówię w snach,
a milczę w rzeczywistości. Krytycy twierdzą, że pierwszą rzeczą, o której należy
pamiętać w przypadku „metafizycznego” Johna Donne’a, jest to, że był katoli-
kiem, a drugą – że zdradził swoją wiarę. Myślę, że to cicha klątwa, która ciąży na
pisarzach: zdradzić przynależność w momencie, gdy poczują, że zaczęli do cze-
goś należeć. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów, „I Am a Failed Catho-
lic, but Still a Catholic”, Adam Zagajewski powiedział: „Poszukiwanie polega na poszukiwaniu, a nie na silnych definicjach”3 . Przez większość czasu czuję się jak
nomada, nawet jeśli nie przenoszę swojej cielesnej klatki z jednej narzuconej rze-
czywistości do drugiej. Od ponad dwudziestu lat intensywnie podróżuję i poszu-
kuję, a tymczasem moja babcia mi powtarzała, że odwiedziła wiele krajów, siedząc
na swojej starej kanapie w salonie. Na Bałkanach można odbywać niekończące się
podróże przez ideologie, królestwa i nowe granice, siedząc po prostu na krześle.
Elizabeta Šeleva zanotowała, że pisarze, niezależnie od miejsca zamieszkania,
są zawsze obcy i skazani – ze względu na siłę swojego twórczego niepokoju – na
egzystencję bezdomnych4. Z jednej strony ta bezdomność to siedzenie przed ko-
minkiem i odczuwanie ostrości wiatru, z drugiej zaś, kiedy jest się z dala od domu,
oznacza ona czytanie świata w świetle kominka.
Czuję się bezpiecznie w otwartej jaskini nieprzynależności. Tajemnica twór-
czości artystycznej leży u podstaw zaskakującej metamorfozy, kiedy wieczne za-
mienia się w ulotne i na odwrót – kiedy anioł potrzebuje maski tlenowej, aby
wejść do szpitala i pomóc umierającemu pacjentowi lub kiedy piłka kopnięta po-
nad dach staje się częścią nieodkrytej konstelacji. Obecnie trwa nowoczesna prze-
miana – ludzie rozsuwają zasłony swojego codziennego życia i zdejmują maski,
aby pokazać fałszywe oblicze. Dubravka Ugrešić zdemaskowała obecną rzeczy-
wistość, mówiąc, że „Uczestnicy karnawału w predigitalnych czasach nosili ma-
ski, dzisiaj każdy stara się pokazać swoją twarz”5 . W dzieciństwie, zanim jeszcze
nauczyłem się liter i niedoskonałości słów, pisałem na ścianach pokojów. Rodzi-
ce musieli co roku malować je na biało. Brzmi to absurdalnie, ale te ściany były
pierwszym palimpsestem mojej wolności. Zacząłem pisać wiersze, kiedy zrozu-
miałem litery, ale poezję zrozumiałem dopiero, gdy nauczyłem się ciszy. Oczy-
wiście stało się to przed wojną w Jugosławii. Wojna pomogła mi zrozumieć po-
trzebę głośnego wyrażania się na papierze, kiedy wszystko i wszyscy wokół mnie
stają się głośniejsi. Wiem, że obecnie brzmi to żałośnie, gdy słyszy się, że poeta
użył własnej krwi zamiast atramentu, aby zapisać swoje ostatnie wersy, ale w re-
gionie, w którym mieszkam, niektórzy używali krwi innych ludzi, aby zapisać
nową historię i narzucić mity.
Wojny zaczynają się od zmiany nazw miast i mostów, od przebudowy oso-
bistej pamięci – dopiero potem pojawia się brutalny język pocisków. Na Bałka-
nach ludzie często gloryfikują historię w niewłaściwy sposób, ponieważ obawia-
ją się, że ich języki przejdą do historii. Język, w którym piszę, jest używany tylko
przez dwa miliony ludzi, którzy codziennie emigrują w poszukiwaniu bezpiecz-
nego domu, lokując swoje wspomnienia w nowych przestrzeniach, zanim jeszcze rozstawią meble. W panicznej obawie przed zniknięciem wiele narodów i wielu
tymczasowych przywódców na Bałkanach zwróciło się ku historii, a ta dała im
przestrzeń i ognisko, przy którym mogli opowiadać straszne historie. Poezja zo-
stała zbudowana na estetyce znikania (jak powiedział Paul Virilio) i karmiła się ko-
rzeniami tego, co zostało wypowiedziane, ale jeszcze niezapisane. Na Bałkanach
byliśmy razem w wojnie i samotni w poezji. Klaustrofobia stała się wiodącą filo-
zofią życia – mieszkania z małymi balkonami i niskimi stropami, aby lepiej chro-
nić własną niepewność. Fragmentaryzacja pamięci drzemie w każdym domu. Moi
przodkowie byli uchodźcami i nie pisali poezji, gdy przekraczali pieszo granice
i góry, a gdy uciekali z domu, nie zabierali ze sobą książek, bo były zbyt ciężkie.
Z drugiej strony napisano tak wiele książek o exodusach, że moim zdaniem nie
zmieściłyby się one we wszystkich opuszczonych domach na całym świecie. W ta-
kich okolicznościach pisanie przypomina sadzenie nasion w uśpionym wulkanie.
Piszę o rzeczach, ludziach i procesach nie po to, aby je wychwalać, ale by
zdemistyfikować otaczającą je aurę historii. Mieszkam w małym miasteczku po-
łożonym w pobliżu trzech granic – macedońskiej, bułgarskiej i greckiej – więc
przekraczanie granicy było dla mnie jak przejście przez ulicę, gdy nie działa syg-
nalizacja świetlna. Kapka Kassabova napisała: „Niektórzy umierają, przekracza-
jąc granicę lub tylko zbliżając się do niej”6 . Czasami myślę, że każda zmarszczka
na moim ciele jest tylko odbiciem granic, które przekroczyłem. Największym
wyzwaniem było dla mnie przekroczenie granicy czasu, granicy historii, ponie-
waż wszystkie wojny bałkańskie zaczynają się od podboju przeszłości – dopiero
potem mówi się o terytoriach. Historyczne i histeryczne – idealna zabójcza jed-
ność! W tym sensie postrzegam siebie jako nielegalnego archeologa, który pi-
sząc wiersze lub eseje, próbuje zdemistyfikować odziedziczoną mitomanię oraz
wszystkie wielkie narracje i przedstawić je w innej perspektywie, jaśniejszej lub
ciemniejszej. Opowiadanie historii o zapomnianych przedmiotach jest ważniej-
sze niż listy i rozkazy podpisane przez przywódców wojennych. Podczas podróży
po Kaukazie zatrzymałem się przy kilku odległych grobach, ponieważ różniły się
one od wszystkich mogił, jakie widziałem wcześniej: obok kopców nie było ani
jednego pionowego postumentu. Zobaczyłem jednak rysunki na poziomej płycie
kamiennej pokrywającej grób – rysunki przedstawiające życie i śmierć ludzi po-
chowanych pod kamieniem. To piękny przykład tego, jak ludzie mogą przekształ-
cić się w opowieści i żyć dalej dzięki głosom świadków, którzy nigdy nie spotkali
ich za życia. Napisałem kiedyś, że poezja zawsze była daleka od statystyk popu-
larności. W całej historii miała wysoki status sztuki dworskiej, ale była też punk-
rockową odpowiedzią na społeczną sterylność lub nijakie hymny narodowe. Poe-
zja nie polega na czytaniu; poezja jest dialogiem. Ozdobione lub nie, wersy będą
miały wąskie grono czytelników. Podobnie jest z lustrami: z ozdobnymi rama-
mi lub bez nich, ale widoczne w nich odbicie okazuje się równie niedoskonałe.
Konteksty Kultury, 2025, Tom 22 zeszyt 2, s. 396-402
cdn.
3 „I Am a Failed Catholic, but Still a Catholic”: An Interview with Poet Adam Zagajewski
by Paolo Gambi, „Catholic Herald”, 9.01.2020, https://thecatholicherald.com/i-am-a-failed-
catholic-but-still-a-catholic-an-interview-with-poet-adam-zagajewski/ [dostęp: 11.05.2025].
4 E. Šeleva, Otadžbina/domovina/tuđina, „Sarajevske sveske” 2014, nr 45–46.
5 D. Ugrešić, Karnawał małego człowieka, tłum. D.J. Ćirlić, „Gazeta Wyborcza. Magazyn
Świąteczny”, 19–20.09.2015, s. 34.


